|
raz z nadejściem nowych technologii dokonała się rewolucja w sposobie tworzenia
gier, teraz możemy w pełni odczuć piękno fantastycznych krain. Dano nam
szansę przemierzyć dziesiątki mil w wirtualnym świecie, w którym często
zmienia się sceneria. Tytuł ten najczęściej będzie porównywany z Diablo2,
słusznie zresztą albowiem w grze wiele jest zapożyczeń ze starszego hitu.
Nie jest on jednak tylko dobrze przyprawionym odgrzanym kotletem, lecz godnym
następcą długo panującego króla. Co prawda trójwymiarowe postaci mieliśmy
już w Pool of Radiance i Evil Islands, cóż z tego skoro dopiero
w Dungeon Siege możemy w pełni rozkoszować się wciągającą rozgrywką.
Dokładnie jak w Diablo
wyruszamy na krucjatę przeciwko hordom potworów wszelkiej maści i gabarytów.
Nasz dzielny zuch zaczyna od przysłowiowego zera, aby po mozolnej wspinaczce
zyskać miano bohatera - obrońcy i jedynej nadziei Królestwa Ehb. Mimo, że
wędrówkę zaczynamy samotnie po pewnym czasie mamy sposobność na zwiększenie
stanu drużyny nawet do 8 osób (+ osiołki ;)). I to jest główna innowacja
Dungeon Siege, prowadzimy i odpowiadamy za poczynania całej grupy, a nie
jednostki. Dobre zarządzanie jej zasobami jest kluczem do sukcesu.
Jeszcze słówko o interfejsie
i współczynnikach, autorzy gry posunęli się tutaj do szczytu... prostoty.
Przy okazji zaoferowali nam bardzo praktyczny dostęp do możliwości, parametrów
i ekwipunku w jednym. Wystarczy jeden rzut oka w czasie krótkiej pauzy,
bez szczegółowych analiz i porównań.
A współczynników jest aż 3... siła, zręczność, inteligencja, i tylko od
gracza zależy, jak ukształtują się proporcje między nimi. Działa tu zasada,
od machania mieczem rosną ci muskuły i zdolności szermiercze, od strzelania
z łuku wzrasta twoja zręczność i precyzja oddanych strzałów. Im więcej czarujesz
tym bardziej wzrasta twój intelekt. Błędem jednak jest tworzenie postaci
wszechstronnie uzdolnionej, znacznie lepiej naszych podopiecznych profilować
na konkretne profesje.
Zagłębianie w szczegóły
(a jest ich mimo wszystko wiele) zostawiam profesjonalnym recenzentom, ja
zaś skupię się na smoczych akcentach w Dungeon Siege.
Gdy nasza brygada dzielnych chwatów przedziera się przez lodowe groty i
jako-tako radzi sobie z pośledniejszymi przeciwnikami może natknąć się na
niezwykłe urozmaicenie surowej jaskiniowej scenerii. Oto leży prastary mieszkaniec
tej jamy, a raczej jego równie imponujący szkielet i rogaty czerep długi
prawie na 10 m.
Aż szkoda, że nie było wtedy fotoaparatów ;).
Inne smokowate bestie pełnią rolę przeszkadzajek, czy to jaszczurze łby
wyłaniające się z bagien, czy skrzydlate pseudosmoki z rodzaju deake. Te
ostatnie są jakieś nieforemne...
Miło mi oświadczyć, iż w grze spotkamy też prawdziwego smoka i to chyba
najładniejszego z dotychczas stworzonych. Jest nawet stosowna legenda:
Smocze Legowisko
Tuż pod murami Zamku Ehb zieje mroczna rozpadlina, w której z wyroku
sądu swe plugawe żywoty kończą najwięksi zbrodniarze królestwa. Według
legend, już starożytni Droogowie pozostawiali tam przestępców poddając
ich próbie i osądowi bogów.
W późniejszych czasach władcy Ehb zaadoptowali Legowisko jako ulubioną
formę egzekucji, wciąż pozostawiając skazańcom cień szansy na ucieczkę,
po której ich przewiny miałyby pójść w zapomnienie. Takich delikwentów
wyposażano w miecz, torbę pełną złota, a czasem nawet w tarczę. Następnie
transportowano ich pod silną strażą do Legowiska, przed oblicze starego
Scorcha, dobrze ponad pięćsetletniego mieszkańca rozpadliny i smoka
w jednej osobie. Zadanie więźnia było zawsze to samo - uśmiercić smoka.
Wtedy skazaniec mógłby opuścić granice królestwa z taką ilością skarbów,
jaką byłby w stanie wynieść stamtąd o własnych siłach. W przeciwnym
wypadku...
W zasadzie w historii Królestwa Ehb odnotowano tylko jeden przypadek,
by ktoś żywy opuścił Smocze Legowisko, a i tu trudno by mówić, że
bez szwanku. Hurggis Bogg wykuśtykał z rozpadliny osmoloną głową,
garścią złota i bez lewego oka. Ale wszak pokonał smoka... choć był
to tylko wykluty przed czterema dniami pisklak, bezsilny jeszcze i
nieporadny. Od tamtego wydarzenia przyjęło się powiedzenie: "szczęście
Hurggisa". Zwykło się go używać do określania szczęśliwego trafu
okupionego jednak wysokim kosztem. |
 |
W moim przypadku sprawa
ze smokiem miała się nieco inaczej:
Wypatrzywszy spory otwór
w skalnej ścianie grupa weszła ostrożnie do środka, tuż przy wejściu znajdując
kilkadziesiąt złotych monet rozsypanych tu i ówdzie wśród ludzkich kości
i pordzewiałego oręża. W głębi groty także walało się złoto, a że po ostatnich
zakupach dramatycznie skurczyły się jego zasoby, wprost nie wypadało nie
pozbierać. Tego z pozoru prostego zadania podjął się mag Lorun., reszta
zaś pozostał przy wejściu bowiem wojownicy nie kwapili się do zbadania tej
opuszczonej jaskini. Nagle uwagę Loruna zwróciło skupisko kilku skrzyń.
Otworzył je co rychlej... i oczy zaświeciły mu się na widok spoczywających
w środku kilku tysięcy dukatów.
W tym momencie nie tylko
jego oczy zajaśniały blaskiem, bowiem z mroków groty ukazały się krwistoczerwone
ślepia głównego lokatora jaskini. Larun na ich widok skamieniał z wrażenia
i stał tak, aż pierwszy strumień ognia ze smoczej paszczy nie osmalił mu
kapelusza. Reszta drużyny pokonując własne przerażenie skoczyła na ratunek
przyjacielowi.
Tak więc przyjdzie nam
stoczyć bój ze smokiem, choć nie jest o zadanie obowiązkowe. Sympatycy smoków
nie muszą wcale mieć wyrzutów sumienia po uśmierceniu smoka, gdyż autorzy
gry zaaranżowali to tak, że smok nie ginie. Po prostu gdy szala zwycięstwa
zdecydowanie przechyla się na stronę gracza, smoczysko spada nagle w przepaść.
Ma przecież skrzydła, a dla tych paru setek bilonu w starym nominale nie
będzie tracić życia.
Największą wadą Dungeon
Siege jest chyba jej liniowość, w kampanii na Ehb mamy praktycznie wytyczony
jeden jedyny szlak do przejścia. Zadania do wykonania są banalnie proste,
i właściwie wykonują się same bo są umiejscowione po drodze. Rozpoczynając
grę w trybie łatwym decydujemy się właściwie na wycieczkę z podziwianiem
krajobrazów, przeciwnicy bez większych problemów ścielą się przed nami trupem.
Dopiero na normalu zachodzi pilna konieczność stosowania wymyślnych taktyk
celem uniknięcia nagłych zgonów wśród członków grupy. Brak też znanych inych
gier charakterystycznych dla profesji ciosów specjalnych (może dopiero w
Dungeon Siege 2?). A multilayer to już zupełnie inna bajka.
|
|